Element 1
Fot.: Karolina Rambowska

ANNA SAKOWICZ: PISANIE SAGI TO UKŁADANIE PUZZLI

3.12.2021

Często nie pamiętam, kiedy kogoś zabiłam albo jak dałam mu na imię. Dlatego teraz piszę już z narysowanym drzewem genealogicznym – o tym, jak się pisze sagę rozmawiamy z Anną Sakowicz, autorką Jaśminowej Sagi czyli trzech części pt. Czasu grzechu, Czasu gniewu i Czasu goryczy.

Skąd pomysł na Jaśminową Sagę, historię rodziny Jaśmińskich i dlaczego dzieje się w Gdańsku?

Anna Sakowicz: – Do pisania Jaśminowej Sagi zabierałam się dwa lata. Najpierw miała to być powieść z wątkiem wydarzeń grudniowych 1970 roku, ale po napisaniu stu stron stwierdziłam, że ta historia wymaga innej oprawy. Wymyśliłam sagę. Chciałam, by kojarzyła się przyjemnie i oddziaływała na wszystkie zmysły czytelników. A że akurat wycinaliśmy sprzed domu jaśmin, powstał pomysł na Jaśmińskich, na Jaśminową Sagę. Gdańsk był już naturalnym wyborem. Uwielbiam to miasto! Mój mąż zbiera stare pocztówki Gdańska i chyba oglądanie ich pobudziło tęsknotę za dawnym klimatem tego miasta. Od jakiegoś czasu interesowało mnie, skąd w gdańszczanach nostalgia za Wolnym Miastem Gdańskiem. Dlaczego na gdańskich samochodach pojawia się znaczek DA?

Jak się pisze sagę? Co sprawia kłopot, a co frajdę?

– To moja pierwsza saga, więc się uczę na błędach. Początkowo kłopot sprawiało mi zapamiętanie tego, co przeczytałam. Zbierałam materiały. Obłożyłam się stosem książek, zaznaczałam w nich odpowiednie miejsca, ale zanim się spostrzegłam, leżało przede mną kilkanaście książek, a z każdej wystawało kilkadziesiąt zakładek. Miałam wrażenie, że ironicznie się do mnie szczerzyły. Pogubiłam się w tym, gdzie i co przeczytałam. Potem dopiero wpadłam na pomysł, by po przeczytaniu katalogować informacje. To, z czym miałam najwięcej kłopotów, sprawiło mi też największą frajdę. Zdobywanie wiedzy jest najprzyjemniejsze w pisaniu książki z bogatym tłem historycznym. Dowiedziałam się dzięki temu wielu ciekawych rzeczy na temat Gdańska, na przykład tego, że ulubionym deserem gdańszczan, a więc i na pewno bohaterów Jaśminowej Sagi, był marcepan.

A jak się pisze sagę? Porównałabym to do układania puzzli. Często sceny nie powstawały chronologicznie, więc potem to wszystko składałam w całość. I wtedy okazywało się, że nie każdy element idealnie pasował do poprzedniego, więc część musiałam pisać od nowa. Nie spodziewałam się, że to tak mrówcza praca.

Jak radzisz sobie z zapamiętaniem bohaterów i ich kolejnych przygód? Co Ci pomaga?

– Czym dalej w las, tym ciemniej. Na początku miałam małą rodzinę Jaśmińskich: rodziców i dzieci, ale na łamach powieści zmieniały się pokolenia, a rodzina Jaśmińskich rozrastała się szybko, więc nie sposób było zapamiętać ich imion, dat urodzin i śmierci. Teraz mam już drzewo genealogiczne, dzięki któremu wiem, kto jest kim, jakie i z kim łączą go relacje. Często nie pamiętam, kiedy kogoś zabiłam albo jak dałam mu na imię. Bez notatek bym zginęła i pewnie Witkacy byłby ze mnie dumny, gdyby zobaczył mózg wariata na papierze. Notatki, drzewo genealogiczne, a także redaktorzy i korektorzy pomagają mi zapanować nad tym światem.

Jak tworzysz opowieść? Masz rozpisane koleje losu każdego z bohaterów, czy wymyślasz je w trakcie pisania?

– Z reguły wiem, co spotka moich bohaterów, ale bywa, że zmieniam zdanie podczas pisania. Tak było z Josephem Hirszem. Miałam w planie, że mężczyzna zginie zaraz na początku drugiego tomu, ale czytelniczki by mi tego nie wybaczyły. Nie zdradzę, co się przydarzy Hirszowi i kiedy go „zamorduję”, ale na pewno uniknął pierwotnie zaplanowanego losu dzięki miłości czytelniczek. Moja ciocia, która właśnie skończyła czytać pierwszy tom, napisała mi niedawno esemesa: „Tylko nie rób krzywdy Josephowi!”.

Co jest najważniejszego dla Ciebie w drugim tomie Czas gniewu, który zaczyna się wraz z wybuchem II wojny światowej i prowadzi nas do 1968 roku?

– Myślę, że bardzo ważne jest pokazanie uwikłania człowieka w historię. Druga wojna na pewno mocno dotknie moich bohaterów. Często bywa tak, że nie interesujemy się polityką i nie zdajemy sobie sprawy, jaki ma ona wpływ na nasze życie. Pisząc sagę przekonałam się, że przed polityką i historią nie możemy uciec. Wciąga nas w wir, a my często mu się poddajemy, walcząc po prostu o przetrwanie.

Pisząc sagę i analizując relacje rodzinne, dostrzegam skrypty pokoleniowe, to jak powtarzamy błędy rodziców i dziadków. I właśnie te traumy, obciążenia rodowe były dla mnie tak samo ważne, jak historia.

Czy w Czasie goryczy będzie happy end?

– Jeżeli spojrzy się na historię i na to, jakie koła zatacza, to trudno mówić o szczęśliwym zakończeniu. Mogę zdradzić, że życie moich bohaterek, ich córek, synów, wnuczek i wnuków będzie układać się różnie, ale część z nich spotka happy end.

Jeżeli jeszcze mówimy o historii, to wystarczy spojrzeć na lata, w jakich się rozgrywają poszczególne tomy i tytuły. Czas grzechu kojarzył mi się z narastającym faszyzmem, Czas gniewu – to wojna, chaos, złość. Potem chciałoby się, żeby było lepiej, ale przychodzi czas rozczarowań, Czas goryczy, PRL… A co dla historii znaczy happy end? Czy w ogóle kiedykolwiek mamy z nim do czynienia? Żeby nie zasmucać na koniec i nie wieszczyć tylko zła, powiem, że wszystko skończy się dobrze. Ci, którym uda się wyjść cało spod mojego pióra, będą żyli długo i szczęśliwie.

Polecamy także inną książkę Anny Sakowicz „Listy do A. Mieszka z nami Alzheimer”.

Jeśli wolicie literaturę piękną, to mamy ciekawy zbiór książek do przeczytania. Miłośnikom kryminałów polecamy naszą półkę ze strasznymi pozycjami!

Zobacz inne
GRAY MAN. CZARNY CHARAKTER Z ZASADAMI

GRAY MAN. CZARNY CHARAKTER Z ZASADAMI

Akcja zapierająca dech w piersiach. Wyraziste postaci. Barwne i dowcipne dialogi. I on – czarny charakter z własnym kodeksem honorowym. Poznajcie Gray Mana.

Twój koszyk
-
+
Wartość koszyka
15,00 
Wróć do zakupów
1